Dziełem szczęśliwego przypadku : remisja Hashimoto, moja historia

Artykuł może się okazać dość kontrowersyjny, więc zaznaczę na wstępie fakt, iż moja opinia opiera się na własnych doświadczeniach. Każdy organizm jest inny, a specyfika „triggerów” choroby specyficzna dla każdego człowieka. Podkreślę też, że „remisja” może się okazać zbyt dużym słowem, bo choroba nie jest chorobą uleczalną i w każdej chwili może znów się uaktywnić, w moim wypadku los chciał jednak, żeby się wyciszyła. Okolicznościom tego zdarzenia poświęcam więc poniższy wpis, bo to historia z happy endem, która może dodać komuś otuchy 🙂

4 lata temu drastycznie się odchudzałam i aby nadążyć za trendami sylwetkowymi branży fitness, podjęłam współpracę z trenerem, który początkowo miał pomóc mi w osiągnięciu tzw. „formy plażowej”, a następnie pierwszej w życiu formy startowej. Zasadnicza redukcja trwała od stycznia do lipca 2013. O tej redukcji wspominałam już kilkukrotnie w swoich postach, analizując ją pod kątem psychologicznym, jak również hormonalnym. W świetle późniejszych zdarzeń najbardziej istotne jest tu zjawisko stresu, któremu poddawałam swój organizm, eksploatując go nadmiernie podczas kilkugodzinnych, codziennych treningów, mało urozmaiconej, ubogokalorycznej diecie kulturystycznej oraz ketozie, w której pozostawałam na końcu przygotowań zdecydowanie zbyt długo.

Dużo było też placków z odżywką białkową.
Dużo było też placków z odżywką białkową.

Ketoza ma swoje zalety i jest promowana w pewnych kręgach trenerskich, jednak to, co służy jednemu, może zaszkodzić innemu organizmowi – zwłaszcza klasycznemu typowi estrogenowemu, który reprezentuję swoją sylwetką.

Gdy po zakończeniu ostrej redukcji, mimo kontroli spożywanych kalorii i utrzymaniu treningów zaczęłam tyć, jeszcze nie wiedziałam, że jestem chora. Kolejny rok poświęciłam na powrót „do formy”. W tamtym okresie moja dieta wciąż opierała się o pierś z kurczaka, jajka, owsiankę, masło orzechowe, ryż i makaron pełnoziarnisty, sporadycznie pojawiał się w niej nabiał w postaci odtłuszczonego sera feta czy serków wiejskich.

Placek owsiany z pomidorami suszonymi i fetą - przykładowe śniadanie z tamtego okresu.
Placek owsiany z pomidorami suszonymi i fetą – przykładowe śniadanie z tamtego okresu.

Najlepszy przekrój tego, co jadłam w przeciągu ostatnich lat pracy nad sylwetką widać na moim prywatnym facebooku, skąd też pochodzą zdjęcia, które stanowią ilustracje dla tego tekstu. 

Pamiętam, że w tamtym okresie szukałam przyczyny swojego stanu zdrowia, chociaż według trenera wciąż robiłam „zbyt słabe treningi”. Patrząc przez pryzmat czasu widzę, jak mało jadłam i jak dużo trenowałam. Chodziłam też do pracy piechotą 4 km codziennie, a po pracy trenera dorabiałam… jako sprzątaczka obiektu, w którym znajdował się klub. Aktywności miałam więc naprawdę dużo, lecz nie chudłam. Nie pomagał też fakt, że spałam jedynie 6 godzin dziennie, a w życiu osobistym miałam duże zawirowania.

W 2014 roku zmieniam miejsce zamieszkania z rodzinnego miasta na Łódź, gdzie wyjeżdżam w poszukiwaniu lepszych perspektyw dla dalszego rozwoju zawodowego. Mam dość przykry start, bo czuję się bardzo samotna w obcym mieście, nie mam tu ani pracy, ani znajomych.

To w tym okresie powstaje mój blog 🙂 Zaczynam go pisać, bo chcę być bardziej rozpoznawalna w obcym mieście. Teraz wiem, jak dobra to była decyzja i jak sama zapracowałam sobie na to, co osiągnęłam. Nieoceniona okazała się youtuberka Zmalowana, która pomogła mi znaleźć pierwszych obserwatorów reklamując mnie w swoich filmach!

Mój pierwszy wpis dotyczył batatów i pojawił się 27 sierpnia 2014 :)
Mój pierwszy wpis dotyczył batatów i pojawił się 27 sierpnia 2014 🙂

Codziennie trenuję, jem mało węglowodanów, ale nie widzę postępów. Po treningach jestem tak zmęczona, że śpię przez cały dzień. Nie mam na nic siły ani ochoty, pojawiają się stany depresyjne. Za namową ówczesnego partnera wybieram się na badania krwi. Zachęca mnie cena pakietu, więc poza TSH badam też aTPO. Przy normie do 60 U/ml miano przeciwciał jest znacznie podwyższone, przekraczając 700! Wyniki wolnych hormonów w normie, choć w dolnych jej granicach. TSH 2.54, więc także norma, jednak po wizycie u endokrynologa dostaję Euthyrox 50. Konsultuję się również u innego lekarza, który dobiera mi inną dawkę oraz wyjaśnia, na czym polega choroba.

Placki z buraków z makrelą.
Placki z buraków z makrelą.

Uspokaja, że szybko poczuję się lepiej. Ja czuję ogromną ulgę, bo wierzę, że szybko ruszy mój metabolizm. Po lekach czuję początkowo pobudzenie. Pomaga też nowy zapał, który motywuje mnie też do przejścia na protokół autoimmunologiczny. 

Początki mojego bloga to właśnie dieta protokołowa.

Na protokole - puree z pietruszki z sokiem z limonki i łososiem.
Na protokole – puree z pietruszki z sokiem z limonki i łososiem.

Jem gotowane warzywa korzeniowe, z których robię zupy i placki. Na rynku kupuję podroby i mięso najlepszej dostępnej jakości. Nie jem kurczaka, tylko wołowinę, gęsi, królika, śledzie, makrelę, dzikiego łososia, dorsza i halibuta.

Tu podroby.
Tu podroby.

Żeby „wyjeść” zaplanowaną ilość 200g węglowodanów, marchewki i selera gotuję całe garnki, a moje posiłki, z uwagi na objętość, trwają naprawdę długo (notabene, wizyty w toalecie również 😉 ).

Brakuje mi pomidorów i papryki, które uwielbiam. Dopuszczam bataty, z czasem włączam jaja, mąkę kasztanową, dziki ryż. Mimo tego, że dobór produktów nie pozwala na ogromną różnorodność, udaje mi się wymyślać całkiem fajne potrawy – placki z buraków, pasztet z batatów, tęczowe omlety zabarwiane na zielono chlorellą czy budynie na mleku kokosowym. Trenuję co drugi dzień lekkim siłowym treningiem.

Z Hashi walczę też starając się totalnie wykluczyć chemię gospodarczą.
Z Hashi walczę też starając się totalnie wykluczyć chemię gospodarczą.

Zmiany w sylwetce są minimalne, ale motywują, jednak poprawy samopoczucia, zmęczenie i niesatysfakcjonujący postęp sprawiają, że porzucam ścisły protokół po 12 tygodniach. Zaczynam bardziej intensywną pracę zawodową i dieta staje się bardziej przypadkowa, choć wciąż dbam o to, co kładę na talerz, z wyjątkami, gdy w buzi ląduje baton białkowy 😉 . Dużo czytam o chorobie, jeżdżę na kursy doszkalające z zakresu dietoterapii.

Pieczone gęsie udo i placki z jabłkami i majerankiem.
Pieczone gęsie udo i placki z jabłkami i majerankiem.

Wiem, że brakuje mi witaminy D, ale niewiele jestem w stanie zrobić pracując w klubie, w którym nie widzę nawet światła dziennego przez okna, bo tych w nim nie ma… Wchodzę, gdy jest jeszcze ciemno, wychodzę również po zmroku. Pracuję bardzo dużo w zamkniętym pomieszczeniu i nie mam sił na swoje, intensywne treningi. Mało śpię, bo bywa, że zaczynam o 6 rano, a dzień wcześniej kończyłam o 23. Plus jest taki, że stać mnie na drogą suplementację i lekarzy. Za pieniądze jednak nie kupię snu, a nawet wizyta u kosmetyczki nie obniży kortyzolu. Brak mi czasu wolnego i spokoju. Miewam stany depresyjne i budzę się w nocy ze stresu, że znów o czymś zapomniałam.

Badania ponawiam rok później. Brak istotnych zmian w poziomie wolnych hormonów, fT3 jest jeszcze niższe, niż przed włączeniem lewotyroksyny, TSH koło 1, polekowe, ale przeciwciała, mimo tego, że staram się chodzić na jogę i jeść paleo, sięgają powyżej wartości oznaczalnej w laboratorium sięgając poziomu 1300 przy normie do 60. 13412990_1782912388662036_2738929152272081520_nRobię też usg tarczycy – jest mała, a jej struktura potwierdza Hashimoto. Zmieniam endokrynologa, który sugeruje odstawienie leków i diagnozowanie ginekologiczne pod kątem PCO, na co podobno wskazują moje objawy po wywiadzie. 13432373_1782912335328708_8829957020008319665_nBoję się, ale leki odstawiam. Mam wrócić po wakacjach, ale przykre okoliczności życiowe spychają moje Hashimoto na drugi plan. W dzień, gdy robiłam USG zmarła moja ukochana Babcia.

Miejsce pracy źle na mnie wpływa, więc szukam innej. Żyję w permanentnym stresie, przechodzę też przez burzę w życiu uczuciowym. Cały czas trenuję, choć sporadycznie. Jem bezglutenowo, beznabiałowo, przez chwilę ortodoksyjnie paleo.

Przychodzi jesień, zakochuję się. Na randkach nie dbam o gluten, szczerze mówiąc, a jak facet przynosi mi własnoręcznie ugotowany obiad do pracy, nie rozkładam go na czynniki pierwsze, tylko zjadam z grzeczności i z apetytem 🙂

Psiankowate (ziemniaki), fityniany (cebula, szpinak), laktoza (ricotta), olej słonecznikowy (pesto rosso), czyli po prostu zapiekanka :)
Psiankowate (ziemniaki), fityniany (cebula, szpinak), laktoza (ricotta), olej słonecznikowy (pesto rosso), czyli po prostu zapiekanka 🙂

Mało śpię, ale jestem szczęśliwa! Mimo stresów w koszmarnym miejscu pracy, w której spędzam 3/4 dnia, mam odskocznię. W weekendy spacerujemy na świeżym powietrzu, długo śpimy. Czuję się spokojniejsza, ale gorsze, okresowe samopoczucie zrzucam na Hashimoto, bo jestem pewna, że wciąż zatruwa mi życie.

Nadchodzi długo wyczekiwana zmiana pracy, która, poza spokojem w życiu uczuciowym, najwięcej mi dała! Z tłocznego, głośnego klubu fitness o konstrukcji trumny, zaczynam pracę w studiu treningu personalnego. Nie nadwyrężam już kręgosłupa odkładając ciężary na miejsce przez połowę dyżuru trenerskiego, nikt mnie nie śledzi na monitoringu, pracuję wreszcie w ciszy w formule „jeden na jeden” z cudownymi klientami, robiąc to, co kocham w fajnej atmosferze i jasnym, przestronnym wnętrzu. Praca stała się przyjemnością, bo czytelnicy mojego bloga to po prostu fajni, wyluzowani ludzie, a kolejni klienci to zazwyczaj osoby z kręgu ich znajomych, które po prostu nie mogą być w końcu mrukami 😉 Z każdą z moich podopiecznych mogłabym pójść na kawę i gadać jak z najlepszą kumpelą. Do pracy chodzę spacerem, którego codziennie mam minimum 6 km. Trenuję w ciszy, a w weekendy jeżdżę na rowerze po okolicznych wioskach. Dużo czasu spędzam na powietrzu. Nie liczę kalorii, czasem piję piwo, kilka razy w tygodniu jem nabiał, gdy mam okres kupuję czekoladę, a w ciepły wieczór wypijam piwo. Jestem szczęśliwa.

Nadchodzi ten dzień, kiedy postanawiam się zbadać. Równo rok temu odstawiłam Euthyrox i bardzo zaniedbałam diagnostykę mimo sugestii endokrynologa. 13418815_1782912428662032_4854817672397515530_nWieczorem, po zerknięciu w monitor nie wierzę własnym oczom, bo wyniki sugerują, że jestem zdrowa jak ryba! Wątpię w cudowne niemal uzdrowienie miłością i lodami Magnum, więc po tygodniu ponawiam badania w innym laboratorium. Znów nie wierzę, ale wyniki są równie zadowalające! TSH spadło znacznie mimo odstawienia leków, fT4 lepsze niż podczas leczenia, a przeciwciała nieznacznie przekroczone. Dziełem przypadku, a nie skomplikowanej dietoterapii i suplementacji, choroba wycisza się niemal całkowicie, a ja tracę wszelkie wymówki dotyczące mojego kiepskiego samopoczucia 😉

Jakie wnioski?

Odnośnie protokołu

Zanim przeszłam na protokół autoimmunologiczny, miałam dużą świadomość żywieniową i nie jadłam jak przeciętna Kowalska, u której diagnozują Hashimoto. Nawet jeśli w mojej diecie pojawiały się jogurty czy sery, nie stanowiły one jej podstawy. Odżywiałam się głównie jajkami, mięsem, warzywami, ryżem i owocami, nie piłam alkoholu, nie jadłam słodyczy ani innej przetworzonej żywności. Pieczywa nie jem od kiedy trenuję, czyli od ładnych kilku lat. Mówiąc „nie jem” nie oznacza, że nie ma wyjątków takich jak okazje rodzinne lub święta. Być może dlatego nie odczułam żadnych pozytywnych efektów takiego sposobu odżywiania. Nabiał toleruję i zawsze tolerowałam dobrze, w przeciwieństwie do… jajek kurzych! Był w moim życiu okres, gdy po zjedzeniu omleta czy jajecznicy bardzo bolał mnie żołądek. W przeciągu ostatniego roku po spożyciu jajek obserwuję zmiany skórne na dłoniach przypominające pęcherze, które zaczynają się łuszczyć. Ustają po kilku dniach i pojawiają się ponownie, gdy jajka w dużej ilości. Początkowo wiązałam to z innymi produktami, ale po dłuższych obserwacjach obwiniam jaja, a dokładnie białka jaj. Pozostaje zrobić testy.

Nie uważam, że protokół autoimmunologiczny jest wymysłem autorytetów dietetyki, ale na swoim przykładzie stwierdzam, że nie przyniósł mi on żadnej poprawy stanu zdrowia. Nie odradzam Wam jednak podejmowania prób ani nie chcę podważać zdania osób bardziej doświadczonych ode mnie, jestem jednak przykładem tego, że to remisji Hashimoto może dojść również bez jego stosowania. Każdy organizm jest inny!

Odnośnie mojego czynnika wyzwalającego

Moim czynnikiem wyzwalającym chorobę był stres spowodowany brakiem regeneracji, zbyt drastycznym odchudzaniem i zubożeniem mikrobioty dietą kulturystyczną. Moje ciało niechętnie oddaje tkankę tłuszczową i po prostu źle czuje się przy niskim poziomie tkanki tłuszczowej. Podczas redukcji, zwłaszcza tak ostrej, jak moja (podkreślam – dla mojego organizmu), tarczyca cierpi, a wszystkie te czynniki mogły złożyć się na jej stan zapalny. Dochodzi także genetyka – moja śp. Babcia miała Hashimoto, choruje na nie również moja mama. Nie bez przyczyny Hashimoto to choroba neurotyków. Ja sama również jestem bardzo emocjonalną osobą i łatwo ulegam stresowi. Pozostawanie w toksycznym otoczeniu – a wiem, że mój przypadek nie jest odosobniony, bo na ogromny stres związany z życiem zawodowym narażony jest chyba każdy z nas; odbijało się na moim zdrowiu oraz na jakości snu. Pracowanie od rana do wieczora w miejscu pozbawionym okien i światła dziennego, pełnym bodźców (agresywne barwy, brak świeżego powietrza, mnogość zapachów, hałas, tłok) powodowało, że czułam się jak w klatce, bolała mnie głowa, miałam problem z zaśnięciem, bo w uszach dudniła mi muzyka.

Odnośnie planów na przyszłość

Z pokorą podchodzę do prezentu od losu, jaki dostałam 🙂 Wiem, że w każdej chwili choroba może znów się uaktywnić i wiem, co może to spowodować, więc już nigdy nie doprowadzę się do takiego stanu, jak ten, który ją wywołał oraz tym, który pozwolił jej rozkwitnąć. Już zawsze, mając do wyboru odpocząć, gdy jestem po prostu zmęczona lub zrobić trening, bo wypada mi dzień treningowy, wybiorę odpoczynek. Znając swój organizm mam zamiar ruszyć z lekką redukcją i zobaczyć, jak mi pójdzie.

cropped-mo1.jpg

Mam nadzieję, że na blogu pojawi się niedługo więcej wpisów, ale na pewno nie kosztem mojego odpoczynku 😉 Nadchodzi martwy sezon wakacyjny, więc czasu wolnego będę miała nieco więcej 🙂 Mam nadzieję, że moja historia doda komuś otuchy.

Pisała dla Was szybko,

M. 🙂

Najnowsze wpisy

Kategorie

Okuniewska Marta Opublikowane przez:

komentarzy 6

  1. Martyna
    20 czerwca 2016
    Odpowiedz

    Martusiu, bardzo się z cieszę z poprawy wyników i co za tym idzie zdrowia 🙂 jednak bardziej z wniosków, które wyciągnęłaś – każdy uczy się na błędach i metodą prób i pomyłek odkrywamy co jest dobre dla naszego organizmu, co działa, a co nie. Odpoczywaj dużo i bądź taka radosna! Jesteś wspaniałą osobą, życzę Ci wielu sukcesów w życiu prywatnym i zawodowym! Jestęś przepiękna! 🙂

    • Marta Okuniewska
      12 września 2016
      Odpowiedz

      dziękuję 🙂

  2. 20 czerwca 2016
    Odpowiedz

    Twój blog czytam od dłuższego czasu,ale dopiero teraz postanowiłam napisać z gratulacjami i podziwem,że mimo wszelkich trudności dałaś radę oraz uznaniem za to co głosisz: normalne podejście do diety i treningu,a nie jak ostatnio widać restrykcyjne i autodestrukcyjne wyniszczanie szczególnie w sezonie wiosna lato… :/

    Marto , sprawdź proszę niedługo email. Podeślę Ci tam drobny upominek 😉

  3. karola
    28 czerwca 2016
    Odpowiedz

    Hahaha ale mam ubaw! To co teraz na co zgonisz wine za Twoj cellulit? Na budowe ciala estrogenowa? Czy jak to tam pisalas w jednym poscie… A jeszcze nie dawno byl post, ze przez hashimoto to i tamto… I co? Juz nie masz na co zgonic 😉 uwielbiam wymowki typu: to wina niedoczynnosci i hashimoto… Sama na to choruje i schudlam 15kg i praktycznie nie mam cellulitu! A Ty moglabys sie przyznac, ze masz go nie od chorob i innych(pierdolenie!) a od lenistwa, jedzenia i od wymowek! Hahaha no niezle! Koniec z wymowkami Martus! Na silownie, ogarniaj diete i wszystko da sie zrobic! Usunac Twoje grubasne uda i cellulit tez! Wiesz co mnie dodatkowo bawi? To ze niby nie razi Cie Twoj cellulit! Taaa… A te memy? Jakie maja zadanie? A pokaze wszystkim ze siebie akceptuje… A w srodku az boli… Bo obciach troche… Trenerka personalna z cellulitem i faldkami na brzuchu… Spoko napisze sie posta o samoakceptacji, popra mnie inne leniwe laski ktore tez maja 100 wymowek i bedzie ze jestem taka wyluzowana 😉 a teraz udostepnij moj komentarz na Twoim fp, niech inne Cie popra i mnie skrytykuja, poczujesz sie lepiej taka jest przeciez Twoja taktyka hahahaha! Czytalas ostatnio post akopa szostaka na temat dziewczyn narzekajacych na trenerow po jedynych startach? Jakbym czytala o Tobie! Ojejku! Hahaha

    • Marta Okuniewska
      12 września 2016
      Odpowiedz

      🙂

  4. Dagna
    11 maja 2017
    Odpowiedz

    A jak mam pytanie a propo „estrogenowego” typu sylwetki, próbowałam znaleść coś w necie ale znalazłam tylko taki podział: androidalny, ginekoidalny, limfatyczny, tarczycowy. Mogłabyś powiedzieć coś więcej na ten temat? 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *