Hashimoto: czasem warto zamienić grupę „wsparcia” na grupę „wyparcia”!

Mam niepopularne zdanie na wiele tematów i nie wszystko, o czym piszę spotka się z Waszą aprobatą – szanuję każdą opinię. Nie wypowiadam się na tematy, na których po prostu się nie znam, albo na te, które zwyczajnie mnie nie interesują. 
Jak ogromny procent kobiet (i mężczyzn) w Polsce mam Hashimoto i, chociażby z uwagi na ten fakt, sporo na ten temat piszę. Macam się z tematem od 3 lat i przeszłam już naprawdę każdą fazę – od załamania po diagnozie, poprzez fanatyczne czytanie artykułów i zamawianie drogich suplementów ze Stanów, rygor dietoterapii, aż po pogodzenie się z faktem, że jestem „gruba” 😉 i obranie kierunku na luz w temacie.
I ja również jak popieprzona zaczytywałam się w postach na grupach wsparcia. I CZUŁAM SIĘ CORAZ GORZEJ. Podświadomie doszukiwałam się u siebie kolejnych symptomów, które opisywały na forach kobiety i prawie każde potknięcie usprawiedliwiałam tym, że jestem chora. W dużej mierze swoje złe samopoczucie przypisuję temu, że brałam udział w procesie współużalania się nad sobą w kilku grupach wsparcia.
Tak, będę krytykować te grupy, na których prawie każda z kobiet uchodzi za terapeutkę lepszą niż lekarz po specjalizacji, a tych obrzuca się tam obelgami. Pierwsze, co proponuje się tam kobiecie to dietoterapia, czyli polecana przy Hashimoto dieta bez glutenu i laktozy, która naprawdę jest jedynie elementem starania się o poprawę jakości życia. To wskazanie powtarzane jest coraz chętniej bez zastanowienia i przemyślenia, podobnie jak to, że przy przysiadzie „kolana nie mogą wychodzić poza linię stóp” – osoba podająca takie rady dalej najczęściej nie potrafi jednak wytłumaczyć, dlaczego.
Tak naprawdę przeciętna kobieta, u której diagnozowane jest Hashimoto, najczęściej wcześniej miała niewielką świadomość żywieniową, jadła kanapki z szynką, jogurty z musli, na imprezach piła alkohol i popalała (lub paliła) papierosy, mało spała i żyła w przewlekłym stresie. Naprawdę trzeba ją wrzucać na protokół autoimmunologiczny, dawać listę supli z Betainą HCl na czele i płynem Lugola na popitkę OD RAZU, podczas gdy, moim zdaniem, taka pani Grażyna powinna najpierw TRWALE:
– przestać palić, lub popalać, papierosy!
– wyeliminować z diety żywność wysokoprzetworzoną (jak wspomniana na fanpage chałwa)
– wyeliminować, lub ograniczyć do wyjątkowych okazji, alkohol
– zamiast obsesyjnie przeliczać procenty wolnych hormonów i czytać żale innych chorych – zacząć się WYSYPIAĆ
– ograniczyć kontakt z ludźmi, którzy ją wku*wiają 😉
– zacząć się więcej ruszać.
Nie wiedzieć czemu te rady są tak banalne, że nikt nie wierzy w ich skuteczność. Wierzy się natomiast radom, za które trzeba zapłacić, pełnym supli, za które również trzeba zapłacić – bo sam fakt tej transakcji nadaje jej ton profesjonalny.
Druga kwestia – współużalanie się nad sobą.
Po pewnym czasie czerpania wiedzy z forów i grup wsparcia czułam się tak chora, że zabrakło mi pewności siebie w życiu do tego stopnia, że zaczęłam bać się, czy kiedykolwiek będę miała męża i dzieci – bo ten pierwszy w końcu będzie miał dość moich „nastrojów”, tego, że będę wiecznie tyć (tak wmówiłam sobie czytając grupy wsparcia), a tych drugich mieć nie będę, no bo Hashimoto (tak naprawdę polecam Wam grupę mam z Hashimoto – ta grupa naprawdę aż kipi pozytywnymi emocjami 🙂 ) i niskiego libido, które wszystkie mają, więc pewnie mam i ja (ale jeszcze o tym nie wiem). Bałam się pójść na kolejne studia, bo czy dam sobie radę z takim chronicznym zmęczeniem (które na pewno też mam od Hashimoto).
Brzmi to może kuriozalnie, ale do takiego samopoczucia doprowadziło mnie czytanie o symptomach, których niby nie mam, ale na pewno mieć będę w przyszłości.
W uspokojeniu Hashimoto bardzo ważna jest konsekwencja działań. O wiele lepsze efekty da praca nad wyciszeniem nastrojów stresowych i eliminacja używek, oraz nie tyle całkowita eliminacja glutenu i nabiału, co podejmowanie takich wyborów żywieniowych, które doprowadzą do tego, że nie będą one podstawą codziennej diety. Dlaczego coś, co w zauważalny sposób w pierwszych miesiącach pracy nad powrotem do zdrowia daje szybkie rezultaty jest po prostu pomijane? I dlaczego wciska się kobietom rady, które po prostu muszą bezgłośnie przyjąć za pewnik, skoro potem doprowadza je to do upośledzonego myślenia o chorobie, bo każdy występek odejścia od dekalogu Hashimoto atakowany jest krytyką? Moim zdaniem oducza to ludzi krytycznego myślenia o swoim, w końcu, zdrowiu.
Zamień grupę „wsparcia” na grupę „wyparcia” 🙂
Zanim, zaskoczona, obejrzałam wczesnym latem wyniki, które wskazywały na to, że choroba znacznie się wyciszyła, nie chciałam robić badań. Czułam się w końcu o wiele lepiej i nie chciałam, żeby świadomość wysokich przeciwciał znów sprowadziła mnie do poziomu podłogi, jak zdarzało się wcześniej. Więc nie badałam się, ale gdy przyszedł czas wizyty kontrolnej u endokrynologa, musiałam sprawdzić stan rzeczy. Wiecie jak silna się poczułam? W minutę podjęłam realizację swoich planów, z których zrezygnowałam wcześniej, gdy przerażona byłam swoją „straszną chorobą” – złożyłam papiery na kolejne studia 🙂
I tak myślę, że da się żyć z Hashimoto. Jest nas dużo, wiele z nas przez lata o nim nie wie, ale mimo ataku na tarczycę, jest szczęśliwa i pełna energii. Druga część pewnie wciąż czyta grupy wsparcia i jest przerażona. Ja, gdybym miała nieco więcej wolnego czasu, założyłabym „grupę wyparcia”. Wyparcia tego, że jestem chora na tą ogólnoustrojową chorobę o objawach, które często są, ale których też często nie ma, a je sobie wmawiamy – zasięgając wiedzy z wyszukiwarek 🙂
Na koniec podkreślę, że moje zdanie na pewno spotka się z krytyką w niektórych kręgach i wiem, że jest niepopularne. Uważam się jednak za osobę opiniotwórczą i nie zabiegam o odbiorców udając kogoś, kim nie jestem. Niech tak zostanie 🙂
Buziaki

Najnowsze wpisy

Kategorie

Okuniewska Marta Opublikowane przez:

komentarzy 5

  1. Paulina
    8 września 2016
    Odpowiedz

    Z Hashimoto świadomie żyję od lutego, wtedy to przy rutynowych ciążowych badaniach zdiagnozowano u mnie to paskudztwo. Sama również przeszłam przez kilka faz walki z chorobą: od pełnego, restrykcyjnego odstawienia glutenu, bieganie po dietetykach, czytanie książek i w końcu czytanie grup wsparcia. Po jakimś czasie zaczęłam podchodzić do tych grup wsparcia z przymrużeniem oka, czasami ręce opadały mi po przeczytaniu niektórych wypowiedzi, pytań czy analiz badań medycznych. Nie mogę jednoznacznie powiedzieć, że grupy są złe – bo m.in. dzięki grupom udało mi się znaleźć fajnego lekarza w W-wie, w niektórych aspektach pomogły mi się też doedukować. Ale nie mogę też powiedzieć, że należy ślepo polegać na tych grupach, bo czasami poziom wypowiedzi potrafi człowieka załamać. Nie jestem już na restrykcyjnej diecie Gluten free, ale nie spożywam pszenicy. Nie odstawiłam też całkowicie nabiału, ale ograniczyłam spożycie mleka krowiego i staram się zastępować je kozim lub migdałowym. Owszem, przyjmuję suplementy diety – to ze względu na ciążę, ale głęboko wierzę też w aktywność fizyczną. Także po kilku miesiącach od diagnozy mogę powiedzieć, że wyciągnęłam następujące wnioski: zdrowa, zbilansowana dieta (Hashi to przecież nie celiakia!), aktywność fizyczna, odpoczynek i czysty umysł.

  2. Asia
    12 września 2016
    Odpowiedz

    A już bałam się,że ze mną jest coś nie tak,bo już dawno przestałam obserwować te grupy. Dziękuję bardzo za ten wpis. Długo leczyłam się po aktywnym czytaniu.

  3. Inka
    12 września 2016
    Odpowiedz

    No właśnie! Ostatnio właśnie nad tym się zastanawiałam! Ma już dużą wiedzę na temat diety , suplementacji, ogólnie życie i co? I prawie nic. Owszem wiele się poprawiło, ale zastanawiałam się, dlaczego nie więcej. Czytam, ze inni potrafia mieć remisję, że tarczyca odrasta itp. A u mnie chyba nie jest tak dobrze. I zaczęłam myśleć, czy ja nie za dużo myślę o chorobie! Twój post pomógł mi stwierdzić, ze chyba w tym myśleniu jest sedno sprawy. No i oczywiście jeszcze w paru czynnikach, które zgodnie z moją wiedzą powinnam wyeliminować ale tego nie zrobiłam, bo ……byłabym baaardzo nieszczęśliwa. A tak to się chyba będzie równoważyć: przyjemność z picia kawy i lampki wina ze skutkami tego picia…
    Dzięki za artykuł.

  4. Olga
    7 października 2016
    Odpowiedz

    Krytycznie to to powinno się podchodzić do tych którzy tylko straszą 🙂 Bardzo dziękuję Ci za ten post! W końcu ktoś się wypowiedział mądrze 🙂
    Fakt faktem jestem na początku swojej drogi z tą chorobą i całe szczęście jeszcze nie zaczęłam wchodzić na grupy wsparcia na fb 😛 ale i tak w „Internetach” spotyka się masę informacji które tylko mącą w głowie. A czytając Twoje posty można odzyskać wiarę w normalność 🙂

  5. Magda
    23 marca 2017
    Odpowiedz

    pierwsze słyszę o wsparciu na hashimoto. 20 lat po diagnozie,
    euthyrox 100
    bieżące badania i TSH pod kontrolą
    i nie ma żadnych problemów

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *