Krótko o tym, czemu TYBETAŃSKIE JAGODY GOJI TO ŚCIEMA

Był w życiu okres, kiedy byłam piękna, młoda i szalona Emotikon devil , a nadmiar kasy przepuszczałam na szamańską żywność typu SUPERFOOD. Niestety, lata lecą – czas przyoszczędzić na zabiegi medycyny estetycznej Emotikon wink i zweryfikować co nieco.

Pierwsza ściema żywności prozdrowotnej – jagody Goi, czyli jak zbić kasę na czymś, co smakuje jak cytrynowy Fervex i wygląda jak mały, pomarszczony Indianin.
Na jednym z szamańskich forów zielarskich między kilkoma botanikami wywiązała się ciekawa dyskusja. Co się okazuje? 
Nazwa botaniczna owych jagódek to kolcowój pospolity (Lycium barbarum). "Jagoda Goi" to nazwa PRODUKTU, nie rośliny Emotikon wink Nie ma czegoś takiego jak "tybetańska jagoda goi". Owoce kolcowoju uprawiane są w Mongolii i w Chinach. A sam produkt sprzedawany jest za kosmiczne pieniądze, dużo większe, niż zwykłe owoce kolcowoju.
Czym kuszą "jagody goi", poza tym, że dodają prestiżu zwykłej owsiance? Są naładowane antyoksydantami, które zostają w nich zachowane mimo procesu suszenia (bardzo bogate w przeciwutleniacze są też borówki, ale tracą wiele z nich właśnie podczas suszenia).

Najnowsze badania donoszą jednak, że istnieją lepsze ich źródła niż goji Emotikon wink Więcej antyoksydantów niż goi mają też suszone pestki granatu, a od nich – owoce berberysu. Jeszcze więcej antyoksydantów od wyżej wymienionych mają czarne jagody Emotikon smile Wyżej znajdują się owoce jarzębiny. I uwaga… na samym szczycie piramidy mamy suszony indyjski agrest

Najnowsze wpisy

Kategorie

Okuniewska Marta Opublikowane przez:

Bądź pierwszą osobą, która zostawi swój komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *