Pierwszy raz na siłowni – rozsądnym okiem…

… czyli 5 nietypowych rad, których udzieliłabym teraz, sobie z przeszłości, gdy zaczynałam treningi w siłowni.

received_10206701900812544
Łódzki Fit Fabric 2.0

Uwierzcie, zaczynając w wieku 19 lat romans z siłownią, byłam zupełnie „zielona”, tak jak Wy teraz. Popełniałam dokładnie te same błędy, miałam te same oczekiwania i wierzyłam w podobne mity, które funkcjonują po dziś dzień. Nigdy nie naśmiewam się i nie drwię z początkujących, bo sama pamiętam, że szłam tą samą ścieżką i czułam się tak samo zestresowana. Jak to mówią – „(nie) zapomniał wół jak cielęciem był” 😉 Poniżej nie będę obalać popularnych mitów, bo takie tematy poruszane były już wielokrotnie przez wielu trenerów. Ja opowiem Wam o czymś cenniejszym, bo rady oparte są na moich doświadczeniach 😉

  1. Nie kupuj karnetu OPEN, jeśli jest to Twój pierwszy w życiu karnet.

Powinnam Cię raczej zachęcić do zostawienia sporej sumy w kasie klubu, ale będę szczera – to trochę wyrzucenie kasy w błoto. Zaczynasz poważne zmiany w stylu życia. Gromadzisz zasoby motywacji, a ta nie jest workiem bez dna. Zakładając, że wykorzystasz pełen potencjał karnetu open* i będziesz ćwiczyć codziennie, porywasz się na głęboką wodę, a wystarczy Ci brodzik. Początkowo, banalny bieg na orbitreku przysporzy Ci takiego bólu, że następnego dnia z trudem będziesz siadała na krześle. Pierwsze treningi na maszynach do treningu siłowego, ba – zwykły fitness, każda „niestandardowa” dla Twoich dotychczasowych standardów ruchu aktywność będzie przypominała Ci o tym, że Twoje stawy, więzadła i mięśnie do tej pory do tej pory wiodły żywot leniwca. Mówiąc dosłownie – „zakwasy” uniemożliwią Ci trenowanie z dnia na dzień. Kolejną kwestią jest motywacja. Uwierz, wiem o niej wiele – z doświadczeń własnych i podopiecznych. Narzucając sobie reżim codziennych wizyt w klubie fitness, początkowo napędza nas podniecenie i oczekiwanie. Potem motywacja słabnie, energia wyczerpuje się, a trening zamienia się w przykrą konieczność. Człowiek nie jest stworzony do zmuszania się do czegokolwiek, taka nasza natura. Owszem, bez pracy nie ma kołaczy, no pain no gain, jednak dla fajnych efektów wystarczy karnet na 2 wejścia  w tygodniu. Niech to będą solidne treningi. Korzyść dla zdrowia (lepsza regeneracja), motywacji (2 godziny w tygodniu to optimum nawet dla największego leniucha i karierowicza) oraz portfela (starczy na chia czy fajny top na trening). Na karnet open przyjdzie czas 🙂

 

2. Nie marnuj czasu na „brzuszki”.Sit_up_Crunch1

Spójrz na to logicznie. Spięcia brzucha na macie możesz zrobić wszędzie. Nie marnuj czasu, który możesz przeznaczyć na trening większych partii mięśniowych z ciężarem; na coś, do czego nie potrzebujesz nic, czego nie masz w domu (zamiast maty użyj koca). Większą korzyść uzyskasz, gdy przesiądziesz się na maszynę do treningu mięśni grzbietu.

 

3. Maszyna do przywodzicieli nie spali tłuszczu z wewnętrznej strony ud.

image037

Po prostu. Możesz na niej machać udami jak koliber skrzydłami, komponować elaboraty na smartfonie w trakcie treningu (częsty widok, nie? 🙂 ), a tłuszcz nie zniknie. Pomijając kwestię miejscowego spalania tłuszczu (takie coś nie istnieje; odwróć sytuację – skoro możesz chudnąć miejscowo, ćwicząc partię, z której chcesz schudnąć, to czy możesz zadecydować też o tym, żeby kalorie z Oreo „szły w cycki”? ), sam trening przywodzicieli spala bardzo mało kalorii (mała partia) i łatwo je przeciążyć. W konsekwencji będziesz chodziła przez tydzień jak kowboj na pojedynek na pistolety i nawet pojawi się przerwa między udami. Nie będziesz ich mogła po prostu zamknąć, taki to będzie ból 😉

4. Spalone kalorie, które wyświetla maszyna cardio, to marketing!

Maszyny są ustawione tak, aby zawyżać ilość spalonych kalorii. Klientka sugeruje się ilością z wyświetlacza i spokojna, że spaliła (załóżmy) 800 kcal, konsumuje batona białkowego (400 kcal) z poczuciem spokoju, że „zostało” jej 400 kcal deficytu. Niestety! Ta liczba jest znacznie niższa, często nawet o połowę. Brak efektów? Cóż, trzeba chodzić częściej, kupować karnety, odżywki… Interes się kręci. A spodnie nadal ciasne w udach 😉

 

5. Na każdej maszynie jest „ściąga”.

Jeśli nie jesteś pewna, która maszyna do czego służy, nie ma powodu do wstydu. Wyglądają kosmicznie. Poznaj mój sposób, taki, którego uczę każdą nową klientkę klubu podczas pierwszego treningu na sali.

  • podejdź do maszyny;
  • nonszalancko oprzyj się o nią;
  • powoli obejrzyj jej wewnętrzną stronę (tę, która znajduje się od strony „siedziska”) – w przypadku nowszych klubów, w 80% mają maszyny, które posiadają naklejki z rysunkiem gołego ludzika. Dupka ludzika – stoi tyłem i widać „tylne mięśnie” ( 😉 ). Te zaznaczone na czerwono, to mięśnie, na które zorientowane jest ćwiczenie. Różowe – to mięśnie pomocnicze. Teraz już nie pomylisz maszyny na klatkę z maszyną na barki 🙂

6. Gdy zapomnisz gumki i chcesz się wykąpać po treningu… nadadzą się stringi 😉 Tylko nie zapomnij ich ściągnąć z włosów, gdy wyjdziesz spod prysznica. Mi się zdarzyło 😉

 

Powodzenia!

10 thoughts on “Pierwszy raz na siłowni – rozsądnym okiem…

  1. Hehe idealnie opisane 🙂
    Sama zaczęłam miesiąc temu i kupiłam karnet open, i co? Chodziłam i tak 2 razy w tyg 😛 teraz kupiłam karnet 16 wejść (ważny 40 dni) i zamierzam już chodzić 3 razy, ciało się przyzwyczaiło, mega zakwasy zniknęły a każdy trening to poezja – w domu nie miałam takiego zapału 🙂 aczkolwiek odziwo zaczęłam jeździć w domu na orbim – z którego na siłowni nie korzystam w ogóle, więc jak mam zamiar ćwiczyć cardio to tylko w domu, a siłownia typowo siłowy trening (15 min cardio na bieżni na koniec)
    W trening wplatam brzuszki z użyciem 4kg piłką którą trzymam nad głową 😛 3×15 i to samo jeśli chodzi o przywodziciele i odwodziciele – na koniec treningu po 3 serie po 15 razy, ale faktycznie widzę dziewczyny co machają parędziesiąt razy na malutkim obciążeniu i grają (czy co tam robią) na smartfonach.
    Jeśli chodzi o spalone kcal – nie zwracam uwagi, ogólnie w dzień treningu dopycham się 300kcal w jakiejkolwiek postaci (byle zdrowej) 🙂 stringów nie noszę więc o gumce nie mogę zapomnieć 😉

  2. Z tą maszyną do przywodzicieli 100 procent prawda 😉 Samej zdarzyło mi się siedzieć pół godziny z telefonem z nadzieją ,że coś mi to da 😛 Przy okazji ta maszyna to taki odpoczynek ,przerwa między ciężkim a kolejnym ciężkim ćwiczeniem 😉 No i oczywiście focia na snapa haha ;D

  3. Odważę się zapytać, choć nie wiem czy odważę się pójść na siłownię;)
    Nigdy nie byłam, zupełnie nie wiem jak się tam poruszać… ale pytanie jest inne – z jakich przyrządów i ćwiczeń na nich mogę bezpiecznie korzystać z urazem łydki i stopy. Nie mogę tej nogi za bardzo obciążać. Mam po co iść na siłownię w takim wypadku?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *