Seksualizacja kobiet w sporcie i branży fitness

Wzorce „idealnego ciała” funkcjonują w społecznościach w zasadzie od momentu, w którym ludzie posiedli umiejętność utrwalania wizerunku na ścianach świątyń, papirusach, naczyniach, a w końcu – obrazach. Wizje zmieniały się na przebiegu lat i wieków, pod wpływem wzorców kulturowych, przemian społecznych, postępu kosmetyki i mody. Sylwetka, kiedyś oceniana jedynie pod kątem funkcjonalności – gwarantując przetrwanie, w dzisiejszym, skomercjalizowanym świecie, zyskała wręcz ważność statusu społecznego. Media narzucają kobietom specyficzne wzorce urodowe za pomocą wizerunków modelek w gazetach i telewizji, a te, dobierane ze starannością, muszą idealnie wpasować się w zmonopolizowane standardy. Idealne kobiece ciało powinno być smukłe, szczupłe i wysportowane, ale piersi – duże. Umięśnienie nie jest pożądane, a kobiety o mocno zbudowanej sylwetce zaprzeczają pierwotnej zasadzie dymorfizmu płciowego – kobieta powinna być w końcu znacznie mniejsza od mężczyzny. Szczupłe ciała, nie tylko kobiece, są nie tylko odzwierciedleniem stylu życia, ale szczupłość utożsamiana jest również z dyscypliną, wytrwałością i ambicją.

Feministki w walce o status kobiet w sporcie zawodowym

Od początków XX wieku ruch feministek poczynił ogromny postęp aby umocnić status kobiet w sporcie, które wcześniej musiały trenować w znacznie gorszych warunkach lokalowych i sprzętowych. Wymagania dotyczące stroju były bardzo surowe. Wizerunek kobiety uprawiającej sport był podparty homoseksualnymi stereotypami, a wytrenowane ciało z wyraźnym zarysem mięśni uznawane za nieatrakcyjne i aseksualne, co dodatkowo zniechęcało kobiety do podejmowania aktywności fizycznej. Dzięki feministkom te negatywne trendy zostały odwrócone. Stworzone przez nie warunki, również prawne (od 1972 roku), umożliwiły kobietom pełne komfortu wejście do typowo męskiej sfery. Od tego czasu wizerunek kobiety – sportowca, dzięki nowym możliwościom, zyskał zupełnie nowy rys… Niestety, nie do końca taki, jakiego spodziewały się feministki.

Seksualizacja kobiet w sporcie zawodowym

Mimo, że wcześniejsze starania feministek zapewniły kobietom dostęp do najważniejszych na świecie zawodów, równouprawnienie nie jest całkowite. Skutecznie przeciwdziałają mu media, które silnie seksualizują kobiece środowisko sportowe. W przeciwieństwie do męskich zawodników, wizja zawodniczki nie jest opierana głównie na podstawie osiągnięć – w mass mediach jest przyćmiewana walorami fizycznymi: urodą i seksownością. Kobiety podczas sesji sportowych, mimo ogromnych sukcesów zawodowych, prezentowane są odbiorcy w sugestywnych pozach i odzieży, często wręcz nago, przez co znaczenie płci przyćmiewa ich wartość jako sportowca, zgodnie z domeną „przede wszystkim kobieta, dopiero później sportsmenka”. Przykładem niech będzie Lindsey Vonn, narciarka alpejska, dwukrotna medalistka olimpijska, dwukrotna mistrzyni i trzykrotna wicemistrzyni świata. Wraz z judoczką Rondą Rousey i tenisistką Caroline Wozniacki wzięła udział w nagiej sesji dla amerykańskiego magazynu „Sports Illustrated”, na Instagramie publikując zdjęcia z back stage, na których podciąga się nago na drążku. Erotyzowanie wizerunku kobiety w mediach sportowych zachęca kobiety do przedkładania priorytetu seksapilu nad siłę i sprawność, co umniejsza znaczenie sukcesów sportowych, ale również poczucie własnej wartości wśród zawodniczek mniej hołubionych, mniej „seksownych” dyscyplin. Z czego to wynika? Według studenckiego wydawnictwa „Harvard Law Review” pomimo postępu, jaki zaszedł dzięki feministkom, publika wciąż nie jest gotowa na to, w jaki sposób atletki podważają tradycyjne wyobrażenia o kobiecości i męskości. Nic dziwnego, że wizerunek seksownej sportsmenki działa na odbiorcę bardziej komfortowo. Jest bliższy konwencjonalnemu wizerunkowi kobiety. Jest o wiele bardziej bezpieczny niż siła i niezależność, którą reprezentują sukcesy sportowe. Należy też dodać, że sportsmenki „niekobiecych” dyscyplin, jak np. świetna bramkarka Hope Solo, uznawane przez społeczeństwo za „niekobiece” same starają się budować swój kobiecy wizerunek poza boiskiem kompensując cechy męskiego pierwiastka (współzawodnictwo itp.) udziałem w kobiecych sesjach zdjęciowych czy programach rozrywkowych („Dancing with the Stars”).

Kobieta czy sportowiec?

O kwestii seksizmu w poziomie zarobkowania sportowego wśród kobiet i mężczyzn nie mówi się głośno. Wyraźnie widać jednak fakt, że atletki, chcąc nie chcąc, poddając się trendowi seksualizacji, muszą przyciągać zainteresowanie sponsorów erotyzmem i atrakcyjnością fizyczną. Piękne ciało zazwyczaj idzie w parze ze sportem zawodowym, dla pełnej atencji w mediach, która zapewnia najlepsze warunki finansowe, niezbędna jest piękna twarz. Przykład? Anna Kournikova, która znaczniej sprawniej macha kartą sex appeal’u niż własną rakietą – nie wygrała żadnego poważnego turnieju, jednak jest jedną z najlepiej opłacanych zawodniczek z uwagi na liczne kontrakty. Zamiast poddawać ten fakt krytyce, zastanawiam się jak sama zachowałabym się w podobnej sytuacji. Chęć godziwego zarabiania w kobiecej branży sportowej nie zmierza w jedną stronę z ideami feminizmu. Sportsmenki mają wybór, jednak odrzucając trend seksualizacji tracą kontrakty, spotykają się z krytyką społeczeństwa i zawodniczek z branży, a następnie są alienowane. W czasach, gdy seksualność wywiera tak ogromny wpływ na społeczeństwo, sport zawodowy i związane z nim zarobki nie pozostają poza jej zasięgiem. Owszem, sport idzie w parze z pięknym, zdrowym ciałem, a kobieta jest „płcią piękną”, jednak sport zawodowy, również w wydaniu kobiecym, w swoim założeniu jest jednak zorientowany na wynik, rekord, sukces i nie powinien być poddawany wartościowaniu w kontekście seksualnym.

001308172

W czasach gdy sukcesy kobiet w sporcie zawodowym, podkreślające ich siłę, dyscyplinę i niezależność nie są zbieżne z kulturowym wzorcem kobiecości, sport kobiecy zaczyna być seksualizowany i erotyzowany tak, aby motywacją do podjęcia aktywności fizycznej nie była szeroko rozumiana fizyczna samodzielność, a chęć bycia pożądaną.

Wizerunek kobiety – sportowca a mężczyzny – sportowca w mediach

Przeglądając okładki największych magazynów sportowych w Stanach Zjednoczonych wyraźnie rzuca się w oczy różnica w wizerunku sportowca i sportsmenki. 17siag9Sportowcy zawsze prezentowani są w sposób ukazujący ich profesjonalizm i siłę – światło podkreśla patos, męskość – poważne lub nieco drwiące spojrzenie, do tego gra brwi i założone ręce. Na większości okładek mają na sobie strój przeznaczony dla swojej dyscypliny. Sportsmenki najczęściej mają rozwiane włosy, lekki makijaż, frywolny uśmiech. Często są skąpo ubrane, ustawione w erotyzującej pozie lub nagie, zasłaniając dłońmi miejsca intymne. Nie zdarza się to zawsze. Przeglądając okładki „ESPN” zauważyłam też fajne, profesjonalne okładki prezentujące zawodniczki trzymające puchar czy spontanicznie cieszące się z wygranej. Były to jednak przypadki sporadyczne. Najbardziej erotyzujące okazały się okładki „Sports Illustrated Bikini Edition” – stroje kąpielowe ledwo zakrywają wzgórki łonowe, a modelki rzadko kiedy mają cokolwiek wspólnego ze sportem (Kate Upton). Ukazane ze smakiem, choć wciąż nagie zawodniczki widnieją na okładkach „ESPN Body Issue”. O dziwo, nadzy są również zawodnicy płci męskiej. To, co najbardziej rzuciło mi się w oczy podczas tej prasówki to zdjęcie… Sereny Williams, czyli bardzo utytułowanej zawodniczki, która pozuje w szpilkach i czarnym body na tronie, frywolnie rozchylając usta.

Adwokaci takich okładek na pewno skrytykują moje zdanie słowami, że kobieta powinna być pewna siebie i świadoma tego, że jej ciało należy tylko do niej i może z nim robić co chce, również pokazywać je nago w mediach, bo zapracowała na nie swoją ciężką pracą. To prawda, ale wydaje mi się, że profesjonalne zawodniczki mają na celu nie ciało, a wynik. Tu jest też miejsce na pewną anegdotę:

Mąż mojej znajomej jest Marokańczykiem pochodzącym z małego miasteczka Boumalne koło miasta Agadir. Maroko to kraj muzłumański, ale bardzo tolerancyjny i kulturowo postępowy. Znajoma jest Dunką. Razem mieszkają w Maroko prowadząc rodzinny hotel w oazie. Bourhim przyjechał więc do Kopenhagi na urlop i zszokowany przyglądał się billboardom z reklamami bielizny. Ellen wytłumaczyła mu, że w Europie kobiety są wyzwolone i mogą odkrywać swoje ciała i być z nich dumne. Dlaczego to wytłumaczyła? Bourhim był smutny, że w Europie kobiety zmusza się do takich zachowań. 

Nie sugeruję tu żadnych wniosków. Mnie ta historia skłoniła po prostu do przemyśleń. Myślimy, że jesteśmy pewne siebie i wyzwolone, ale podświadomie realizujemy oczekiwania społeczeństwa udowadniając własną urodą i seksualnością, że jesteśmy wartościowe. Bycie seksowną i wartościową nie wyklucza bycia wartościową, ale bycia wartościową nie wyklucza zupełnie przeciętny poziom powszechnie uznawanego seksapilu.

Jak zjawisko seksualizacji kobiet w sporcie zawodowym wpływa na branżę fitness?

Gdy kobiety, dzięki działaniom feministek na początku XX wieku zaczęły odnosić sukcesy sportowe, idąca za nimi pewność siebie, chęć rywalizacji, samodzielność i niezależność utożsamiane z pierwiastkiem męskim, nie była zbieżna z kulturowym pojęciem kobiecości. Media, chcąc „uspokoić” publikę, zaczęły kreować wizję sportsmenki – kobiety, „zwracając” jej kobiece atrybuty – seksapil, urodę i wdzięk. Żeby utrzymać zainteresowanie kobiet sportem, zaczęto je zachęcać do podejmowania aktywności fizycznej tak, aby głównym motorem jej działań była chęć bycia… seksowną.

Pierwszy był crossfit. Kobiety poczuły się pewne siebie i silne, crossfit obudził w nich chęć rywalizacji i sportowego współzawodnictwa i była to świetna inicjatywa! Stary, niepopularny jeszcze crossfit promował sprawność, szybkość i wytrzymałość jako cechy nagradzające o wiele bardziej niż idealne ciało. Do czasu, gdy nie został poddany komercjalizacji.

twitter.com
twitter.com

„Strong is sexy” – ten slogan przypomniał kobietom, że nie muszą być silne – samodzielne i silne – niezależne. Celem bycia silną jest bycie silną – seksowną, w dodatku bardziej seksowną niż drobne koleżanki, bo „strong is the new skinny”. Zamiast rywalizować wynikami sportowymi, zdrowiem, sprawnością fizyczną, kobiety rywalizują, owszem, tylko dlaczego każe im się rywalizować seksapilem?!

Codziennie, miliony poddawanych manipulacji programami graficznymi zdjęć trafia na Instagram, Pinterest i wall’e facebook’owych profili. Na nich modelki w skąpych strojach pozują w sposób daleko odbiegający od prawidłowej techniki ćwiczenia lub wręcz kaleczący ją w taki sposób, aby wyglądać jak najatrakcyjniej. Każde zdjęcie opatrzone jest „motywującym” hasłem kompletnie oderwanym od przekazu płynącego ze zdjęcia. Bardzo krzywdzące, zwłaszcza dla młodych dziewczyn, są erotyzujące zdjęcia roznegliżowanych modelek z hasłami mówiącymi o ciężkiej drodze do sukcesu. Taki przekaz sugeruje, że sukcesem jest nic innego jak atrakcyjne, półnagie ciało, podczas gdy płaszczyzn rozwoju dla kobiety jest znacznie więcej… I nie każda związana jest z rozmiarem majtek bikini.

Nagłówki gazet aż krzyczą, że każda z części Twojego ciała może, a nawet musi być seksowna „do lata”, „do Sylwestra”, „do 30/40 urodzin” czy „do studniówki”. Najgorszą robotę robią gazety „Shape” i „Women’s Health”, gdzie słowo „sexy” przewija się w nazwie niemal każdego planu treningowego!

źródło: press.pl
źródło: press.pl

Niestety, w dzisiejszych czasach na kobietach ciąży taki przymus bycia sexy, że nie udaje się przed nim uciec hipsterkom („hot hipster chicks„), intelektualistkom („smart is the only sexy that lasts forever„) czy fankom literatury („nie czytasz? nie idę z Tobą do łóżka!”). Czegokolwiek w życiu nie robisz, media i tak sprowadzą Twoją profesję w zero-jedynkową kategorię hot or not, publikując listę najseksowniejszych i najmniej seksownych zawodów na świecie. Osobiście myślę, że bycie bądź nie bycie atrakcyjną seksualnie to coś więcej niż wygląd, przynależność do grupy społecznej, rozstaw oczu czy rodzaj uprawianego sportu i kategoryzacja kobiet pod tym kątem jest krzywdząca. Niestety nieświadomie wyrażamy przyzwolenie na taki stan rzeczy, ponieważ odstąpienie od wzorców, które zapewniają nam, bądź co bądź, pewnego rodzaju przynależność, wywołuje poczucie alienacji.

Osobiście uważam się za kobietę atrakcyjną fizycznie, lubię ładnie wyglądać i nie widzę w tym nic próżnego. Zdarza mi się celowo dobrać strój na trening, jednak bywają dni, kiedy zakładam na siebie po prostu czyste rzeczy zdjęte z suszarki. Wchodząc do klubu i widząc dziewczyny w perfekcyjnym makijażu i skąpych strojach siłą rzeczy czuję się wtedy… mniej seksowna. Czemu jednak za tą obserwacją idzie spadek poczucia własnej wartości i uczucie pewnego rodzaju wykluczenia? Skoro czuję się tak ja, wiem, że czuje się tak wiele dziewczyn. W takich sytuacjach sama przemawiam sobie do rozsądku i piszę to teraz zupełnie szczerze żebyście wiedziały, że to uczucie jest zupełnie naturalne, ale wykreowane… przez media właśnie! Nic dziwnego, skoro według mediów główną motywacją nie tylko do treningu czy diety, ale również do rozwoju osobistego i postępów kariery jest… bycie seksowną.

Uważam, że ludzkie ciało (zarówno kobiece i męskie) jest piękne i osobiście bardzo podobają mi się nagie sesje sportowe, np. autorstwa Polki Dominiki Cudy. Bez dwóch zdań w sztuce powinno być miejsce na prezentację piękna ludzkiego ciała kształtowanego poprzez sport. Nie widzę nic złego w tym, że piękne sportsmenki chcą pokazać światu swoje sylwetki, zwłaszcza, jeśli reprezentują sobą również motywujące, imponujące wyniki sportowe! Uważam jednak, że niesprawiedliwe jest ukazywanie w mediach kobiety – sportowca w taki sposób, że jej aparycja przysłania to, co przede wszystkim powinno budzić podziw, czyli osiągnięcia.

Uważam, że to, w jaki sposób autorytety z dziedziny sportu kierują swoim wizerunkiem w mediach ma bezpośredni wpływ na to, jak postrzega się wizerunek zwykłej bywalczyni klubu fitness i nie godzę się na to, żeby media sugerowały dziewczynom czerpanie motywacji z jedynego, sexy-źródła. Nawet jeśli to źródło jest bardzo obfite.

Na koniec… moje zdjęcie pochodzące z seksownej sesji autorstwa Marty Parciak. Nie czułam się na niej sobą i było mi bardzo niezręcznie, chociaż autorce bardzo zależało, żeby wypadła ona jak najlepiej. Zasugerowano mi, że takie zdjęcia będą dobrą reklamą dla początkującej trenerki, więc poszłam za radą, zacisnęłam zęby, by na zdjęciach zobaczyć kogoś, kto ma zupełnie inną energię niż ja sama. Na zdjęciu zobaczyłam seksowną, ładną laskę, jakich wiele na motywacyjnych obrazkach, które tak bardzo mnie drażnią swoim fałszem. Wtedy podjęłam decyzję, że zostanę sobą 🙂

fot. Marta Parciak
fot. Marta Parciak

Najnowsze wpisy

Kategorie

Okuniewska Marta Opublikowane przez:

komentarze 2

  1. gorzka83
    27 marca 2016
    Odpowiedz

    Obserwuję wiele blogów, ale komentuję bardzo rzadko, z reguły jestem cichym obserwatorem. Twój tekst jest jednak tak mądry, i tak bardzo mi bliski, że musiałam zrobić wyjątek 🙂 Trenuję siłowo od blisko 10 lat, z mniejszymi lub większymi przerwami (jestem „połamańcem”, czasem odzywają się stare kontuzje i bóle stawów), ale widzę niepokojący trend – coraz mniej typowo sportowego ubioru, są za to „stylizacje” z dopasowanymi paznokciami, makijażem i fryzurą… I te puste pseudo-motywujące hasła, czy tylko mi wydaje się, że to wszystko jest takie… na pokaz? Bo modnie, bo trendy, bo sexy?

  2. ola
    29 marca 2016
    Odpowiedz

    Świetny tekst. Cieszę się, że pojawił się mądry blog o kobiecym sporcie. Czytam z przyjemnością. Gratuluję lekkiego pióra. Pozdrawiam serdecznie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *