Starania a brak efektów

Go hard or go home? O tym, dlaczego powinnaś przestać się… katować.

Jeśli czytasz ten nagłówek, prawdopodobnie dopadła Cię stagnacja w treningu. Jeśli mimo ambitnych i uczciwych starań, Twoja sylwetka wygląda jedynie gorzej, waga pokazuje dodatkowe kilogramy… Cóż, czytaj dalej!

Kilkakrotnie poruszałam temat tego, jak bardzo męczy mnie zakładanie korony cierniowej na czas „robienia formy”, czyli zewsząd wrzeszczące agresją epitety, robiące z maszyn i żelastwa co najmniej średniowieczne narzędzia tortur, a z treningów drogi krzyżowe, bo tak właśnie kreują je często media. Niektórym to odpowiada – okej; niektórych jednak wpędza w nieprzyjemne konsekwencje.

Znajomi na Endomondo przekrzykują się w przebiegniętych kilometrach, znajomi na fejsie w ilości odbytych treningów, to samo znajdujesz na profilach motywacyjnych skąd aż bije przekaz, że jeden trening to za mało, bo Twój idol zrobił już dwa, plus aeroby na czczo. Od przybytku głowa nie boli… zaczyna jednak cierpieć organizm, a Ty – zaniedbywać znaki.

Sama kiedyś wyznawałam religię „go hard or go home”, ale zdrowie zweryfikowalo moje sportowe i dietetyczne wybory. Dopóki nie zastrajkowało całe ciało, jak chomik w kołowrotku nabijałam kilometry na stacjonarnej bieżni, wydeptywałam leśne ścieżki ignorując bóle stawów, paliłam mięśnie dropsetami, a żołądek drastycznie niską ilością jedzenia. Żelazna psychika, gumowe kolana. Bóle stawów, ciagłe opryszczki i przeziębienia, sucha skóra, bezsenność, wypadające włosy i wpadające kilogramy. Najpierw nastąpiło zatrzymanie progresu, potem… regres! W motywacji, sylwetce, wydolności i sile. Dlaczego w tą pułapkę wpada coraz więcej osób? Nie szukam winnego, lecz przyczynę. A ich jest kilka!

Zbyt ciężki trening

To pojęcie złożone i bardzo indywidualne. Zbyt ciężki może być z uwagi na częstotliwość lub intensywność, a te często idą w parze. Doświadczenie własne i doświadczenie w pracy z klientami podpowiada mi wyraźnie, że najczęstszą przyczyną braku progresu wcale nie jest lenistwo i fatalna dieta, a… zbyt dobre chęci! Ciężar musi być ciężki, tak samo jak trening. Nie ma w tym NIC zlego! Problem pojawia się wtedy, gdy zaczyna być ZBYT ciężko. A o wyczucie… też ciężko 🙂 Rzadko kto zna swoje możliwości już na starcie. Tego uczymy się metodą prob i błędów, warto jednak znać zasady na samym początku. O co mi chodzi?

Twój cel sylwetkowy to gol, przed sobą masz bramkę i jesteś jak Lewandowski albo jakiś inny Zidane. Zbieżność nazwisk przypadkowa, bo nie znam się totalnie na piłce. Do rzeczy jednak. Chcesz dostać się do bramki i strzelić gola, a Ty masz dwie opcje.

– rozpędzasz się jak byk na Corridzie, lecisz jak rakieta do piłki, kopiesz, podkręcasz, z impetu spada Ci ze stopy korek, piłka staje w płomieniach i robi dziurę w siatce, a Ty – zębami w murawie.

– strzelasz bramę na chłodno, z wyczuciem, piłka leci wolniej, a Ty masz energię na kolejne gole.

Teraz sobie myślę, po co mi była ta łapczywość i trawa między zębami? 😉

Jeszcze bardziej obrazowo: żeby ciało się zmieniło, potrzeba mu bodźca, to takie szturchnięcie. Trenując zbyt ciężko, dajesz sobie solidnego kopa w tyłek, po którym zamiast wstać, leżysz z twarzą w błocie. Szukaj bodźca do zmian, a nie buta na plecy 😉

Nie pomagają social media, w których miarą wysiłku włożonego w pracę nad sylwetką jest iloraz objętości potu i intensywności „zakwasów”, podczas gdy pierwsze to cecha osobnicza (każda z nas ma swój własny termostat!), a drugie tak naprawdę oznacza poziom wytrenowania. To wprowadza ludzi w błąd i nakręca potrzebę zbędnego tak naprawdę wysiłku. Fajnie jest się porządnie spocić, a ból na dzień po i mi czasem sprawia przyjemność, pamiętajmy jednak, że nie powinien być traktowany jako cel sam w sobie. Magia zmian w sylwetce dzieje się zupełnie poza naszą fizyczną świadomością.

Przetrenowanie… swojej diety

Większa część z Was jest świadoma tego, że aby stracić niechcianą tkankę tłuszczową wystarczy spalać więcej kalorii niż dostarczamy sobie wraz z pożywieniem. Ale czy wiecie, że ten deficyt tworzycie nawet bez zmian w kaloryczności dotychczasowej diety, samą wprowadzoną aktywnością fizyczną? Polecam rekompozycję sposobu odżywiania i przejście na tryb nieprzetworzonego, prostego jedzenia, ale nie zmiany w kaloryczności diety. Nie na początku. Kiedy jemy mało, a trenujemy dużo, tworzymy zbyt duży deficyt, a ten deficyt to właśnie omawiany przeze mnie wcześniej „but na plecy”. Zbyt mało jedzenia to dla ciała stres. Stresem jest już trening, nawet lekki, a podczas gdy ten delikatny stres pozwala nam tracić tkankę tłuszczową, w zbyt dużej dawce, lekarstwo staje się trucizną, a ciało skutecznie się przed nią broni. Pojawiają się napady głodu, bo organizm jest bardzo mądry.

Stres

Stres to nie tylko emocje, ale także stres metaboliczny, który wynika z samego faktu podjęcia aktywności fizycznej. Tk jak pisałam, jest to pozytywna reakcja na bodziec, ale jest pozytywna tylko wtedy, gdy mamy nad nią kontrolę. Zarządzanie stresem jest niemożliwe, bo kto z nas jest w stanie z całą pewnością powiedzieć, że jego życie zawodowe, uczuciowe, wypoczynek, sen, etc (czyli stres emocjonalny) jest w pełni poukładane? No właśnie. Nadmierny stres zdecydowanie uniemożliwia pracę nad fajną sylwetką, a nasza pozatreningowa codzienność dostarcza nam go w obfitości. Miejmy tego świadomość.

Jak więc to ogarnąć?

1. Zadbać o dobrej jakości sen i walkę ze stresem emocjonalnym.

2. Uporządkować sposób odżywiania i oprzeć go o produkty, które nie mają… składu na opakowaniu.

2. Dodać aktywność spontaniczną – na przykład spacery zamiast korzystania z komunikacji miejskiej.

3. Dodać 3 sesje treningu siłowego w tygodniu, z zachowaniem progresji.

Proste, nudne, naprawdę bezbolesne. Już widzę oburzenie „Jezusów fitnessu” 😉

Jakie powinnyście wyciągnąć wnioski?

Głównie jeden – świetna forma nie musi być wysadzana gwoździami. Strzelajcie gola z głową, nie jak Kopciuszek 😉

M.

Wyobraź sobie teraz, że Twoim celem sylwetkowym jest bramka, no i gol. Masz do niej trafić i tyle.

Najnowsze wpisy

Kategorie

Okuniewska Marta Opublikowane przez:

Bądź pierwszą osobą, która zostawi swój komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *