Dieta, trening – zachowania zaburzone

Moi czytelnicy i klienci wiedzą, jakie (prywatnie) mam zdanie na temat liczenia kalorii i pilnowania makro – nie jest tajemnicą, że jest ono niepopularne. Wynika z moich osobistych przeżyć, ale okazuje się, że z podobnymi problemami boryka się współcześnie wiele kobiet, które nie znajdują odpowiedzi na pewne pytanie (czyli jak „wyjść” z rozpisanej diety – ale o tym w następnym tekście 🙂 )

W sieci bardzo chętnie porusza się tematykę odchudzania, redukcji, rozkładu makroskładników, posiłków oszukanych czy wyliczania kaloryczności pod konkretne cele. Najczęściej podejmowanym przez kobiety celem jest redukcja, która wielu z nich, wbrew pozorom, przychodzi prosto. Zazwyczaj sięgają po kalkulator i samodzielnie układają jadłospis lub korzystają z klasycznych kulturystycznych rozpisek od trenerów. Trzymają się ściśle planu, odważają pierś z kurczaka i płatki owsiane, zazwyczaj chudną. Masy ciała ubywa szybko dlatego, że kobiety dostają „bezpieczną” kaloryczność, która da trenerowi gwarancję, że podopieczna będzie szybko redukować wagę. Mało który (choć wiem, że są i tacy, którzy rzetelniej podchodzą do oferowanej przez siebie opieki dietetycznej) ryzykuje stratę klientki, która jest dla niego źródłem dochodu, gdyż ta będzie niezadowolona z wolniej uzyskiwanych rezultatów.

Nie każdy trener ma ochotę podejmować takie ryzyko, dlatego osobiście uważam, że planowaniem jadłospisów powinni zajmować się dietetycy sportowi, a nie trenerzy po modułowych kursach. Nie można być specjalistą od wszystkiego. To jednak tylko moje prywatne zdanie.

Moje osobiste doświadczenia z wyliczoną dietą były podobne. Dostałam rozpiskę, gramaturę, kupiłam wagę spożywczą i wypełniłam lodówkę określonymi produktami. W planie było, klasycznie, 5 posiłków co 3,5 godziny. Pakowałam malutkie porcje do identycznych pojemników.

Nie uważam, żeby każda osoba była narażona na popadnięcie w obsesję. Na pewno jednak kobiety, które generalnie mają środowiskowe predyspozycje do zaburzeń odżywiania, są na to narażone o wiele bardziej niż mężczyźni. 

Przesadna kontrola – obsesja ważenia i podliczania

Waga kuchenna i dziennik online, w który wpisywałam kalorie gdy byłam na etapie samodzielnego planowania diety dawały mi poczucie kontroli nad swoim apetytem. Tą kontrolę sprawował limit, którego nie mogłam przekroczyć. Wreszcie mojego apetytu pilnowała rozpiska (gdy korzystałam z diety ułożonej przez trenera) lub waga kuchenna (gdy samodzielnie dobierałam produkty, na które miałam ochotę – oczywiście spośród „czystych”!). Uczucie rozczarowania gdy okazywało się, że zjadłam już całą zaplanowaną ilość tłuszczu i nie mogłam pozwolić sobie np. na polanie kurczaka oliwą zostawało po chwili przyćmione satysfakcjonującym mnie poczuciem kontroli nad jedzeniem. Wiele kobiet się tak czuje i to nic dziwnego. Szczupła sylwetka utożsamiana jest z dyscypliną i ambicją, a pulchna z biernością, rozpustą i lenistwem.

Samo prowadzenie diety redukcyjnej wpływa pozytywnie na samoocenę, bo sprawia, że czujemy się pewniejsze siebie poddając się z sukcesem pewnego rodzaju dyscyplinie.

Nie, nie uważam, że wyliczanie zapotrzebowania kalorycznego i trzymanie się ściśle rozkładu makroskładników w drodze po określony cel sylwetkowy to coś złego. Moje zachowanie nie było jednak normalne – w sytuacji, gdy byłam zmuszona zjeść coś, czego dokładnej wagi nie znałam, czułam panikę i strach, czy na pewno nie przekroczę rozkładu makroskładników na dany dzień. 

Zaburzenia odżywiania występują pod wpływem stresorów środowiskowych (wzorzec piękna w mass media, kompleksy matek) oraz, częściowo, predyspozycji genetycznych. Nie każda kobieta, która zdrowo się odżywia i ambitnie trenuje robi to w sposób „zaburzony”. Dzieje się tak dopiero wtedy, gdy jej myśli na temat diety i treningu są tak intensywne, że przysłaniają jej inne dziedziny życia, takie jak np. socjalizacja, a narzucone ograniczenia i nakazy (w przypadku diety np. określone grupy produktów – „czyste” albo „brudne”) budzą strach, niechęć, żal czy wyrzuty sumienia. Do zaburzonych zachowań należy także…

Obsesyjne myślenie o jedzeniu

1700 kalorii podzielone na absurdalnie małe porcje spożywane co 3,5 godziny tylko rozdrażniało mój żołądek. Każdy kęs przeżuwałam tak często, że zamiast smacznego posiłku miałam w buzi bezpłciową papkę. Czasem, będąc w pracy, nie byłam w stanie skupić się na zadaniu, bo co chwila zerkałam na zegarek. Co dziwne, nie było to dyktowane poczuciem głodu tylko dziwną nerwowością. Kładąc się spać myślałam tylko o śniadaniu, a na studiach potrafiłam wyjść z ćwiczeń tylko dlatego, że wypadała godzina posiłku. Jeśli spotykają Cię podobne sytuacje, wiedz, że powinna Ci się zapalić czerwona lampka.

Między nami mówiąc – nie wiem, kto taki wymyślił schemat jedzenia 5 posiłków dziennie, ale musiał to być ktoś zupełnie oderwany od codziennego życia. Ja, paB1yrxQ_700bracując jako trener personalny, nie zawsze mam czas na to, żeby zaplanować sobie posiłki o stałej regularności, bo mój grafik pracy zależy od klienta, który wyraża chęć uzyskania usługi o konkretnej porze – nie zawsze zbieżnej z moimi rytuałami żywieniowymi. Obecnie jem około 3 posiłków dziennie i w moim przypadku sprawdza się to znakomicie. Jeśli możesz pozwolić sobie na jedzenie co 3,5 godziny i rozkładanie posiłku na 5 porcji, nic nie stoi na przeszkodzie, żebyś tak robiła. Wiedz jednak, że nie musisz.

Moje zachowanie było zaburzone, bo myśli o jedzeniu zabierały mi więcej czasu niż samo spożywanie posiłków. Były bardzo natrętne i odwracały moją uwagę od codziennych czynności.

images

Zachowania bulimiczne w treningu

To jedno z „nowszych” zaburzeń odżywiania, które polega na obsesyjnym spalaniu nadwyżki kalorii spożytych poza planem dietetycznym. Niestety, takie chorobliwe zachowania bardzo często promowane są nieświadomie na wielu fanpage trenerskich. Ile razy czytałaś, że popularna blogerka zbytnio sobie pofolgowała i teraz musi się „ukarać” lub „spalić nadwyżkę”? To nic innego jak zachowania bulimiczne. Uczę swoje podopieczne tego, że każdy posiłek powinien być spożyty świadomie i ze smakiem. Jeśli za każdym razem, gdy Twoja silna wola nieco się wykolei, będziesz starała się odkupić swoje winy treningiem, zostanie mu przypisana zła motywacja i podświadoma niechęć do jego wykonania.

Zachowanie zaburzone w tym przypadku oznacza motywowanie wysiłku fizycznego poczuciem wyrzutów sumienia i chęcią ukarania się. Jeśli jednak podobne zachowania zdarzają Ci się sporadycznie, a trening wykonujesz świadomie, mając na uwadze jedynie lepsze samopoczucie po zbyt obfitym posiłku, nie musi to oznaczać, że jest to reakcja zaburzona.

Dzielenie jedzenia na czyste i… brudne

Termin „czyste jedzenie” funkcjonuje w mediach od dawna, nie jest jednak jednoznaczny. W wolnej definicji oznacza on grupę produktów i potraw „dozwolonych” na danym protokole dietetycznym. Dla wegetarian przeciwieństwem „czystego jedzenia” będzie  zatem mięso, podczas gdy „czyste” okażą się warzywa strączkowe. Z kolei zwolennicy diety paleo za „czyste” uważają jaja, a za „brudne” – mleko sojowe i ziarna.clean-eating

Nie ma definicji „czystego jedzenia”, bo dla każdego z nas, poddanego danej doktrynie dietetycznej, będzie ona obejmowała inne pokarmy. Nie da się jednak ukryć, że dzieli ona świat żywności bardzo „zero-jedynkowo” i kategorycznie, nie pozwalając na własną interpretację również dlatego, że chcąc odżywiać się „zdrowo”, chcemy również przynależeć do którejś z „subkultur dietetycznych”, a te mają już swoje zasady. Tam przeciwieństwem „czystego jedzenia” jest „jedzenie brudne” – a to, bez dwóch zdań, jest przymiotnik bardzo pejoratywny.

Nie ma nic złego w unikaniu pewnej grupy produktów lub całkowitej eliminacji ich. Problem zaczyna się jednak wtedy, gdy po zjedzeniu, np. cheatmeala, który je zawiera, źle czujesz się nie tylko fizycznie, ale również psychicznie. Moim zdaniem cheat meale nie są dla wszystkich, bo często kończą się zachowaniem bulimicznym na sali treningowej, wyrzutami sumienia i niechęcią do samej siebie.

Dbanie o zdrowie i sylwetkę nie jest trendem negatywnym, a wręcz przeciwnie! Mam nadzieję, że na powyższych przykładach (wziętych z własnego doświadczenia) udało mi się pokazać gdzie jest granica, po przekroczeniu której zaczynają się tworzyć niezdrowe relacje z treningiem i dietą.

 

Najnowsze wpisy

Kategorie

Okuniewska Marta Opublikowane przez:

komentarze 4

  1. Kamila
    19 sierpnia 2016
    Odpowiedz

    Na taki post czekałam, kurcze jeszcze dwa lata temu nie liczyłam niczego i miałam figurę marzeń, zaczęło sie wazenie, liczenie, brak wyjsc z przyjaciółmi bo przecież makro, cheat meal. Walcze zeby wyjść z tej paranoji bo mam już dość ale to trochę silniejsze pomimo że juz na oko wiem ile czego itp. Czekam na kolejny post 🙂

  2. 21 sierpnia 2016
    Odpowiedz

    To jest bardzo dobry tekst. Jest taka książka „Czystość i zmaza” Mary Douglas – pewnie do upolowania na Allegro, bo wydano ją jakiś czas temu – jeśli kiedyś się na nią natkniesz, warto przeczytać.

    • Marta Okuniewska
      12 września 2016
      Odpowiedz

      dzieki 🙂

  3. Ania
    4 grudnia 2016
    Odpowiedz

    Czy w ogóle możliwe jest schudniecie po przebytych zaburzeniach odżywiania (bulimia, głodówki ) ? Ćwicze 6 razy w tygodniu (4 razy siłowo, 2 razy tabata + czasaczami cardio po siłowym), trzymam dietę i nic. Robilam badania, niskie (ale w granicach normy) ft3 i ft4, TSH równo w połowie. Dieta przez miesiąc 2300 kcal, teraz zmniejszone do 1800. Kiedy organizm zacznie współpracować? dodam , ze mam z czego zrzucac (65 kg przy 168 cm) a zwlaszcza z ud

Odpowiedz na „JoannaAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *